Jak nie kupować? – Poradnik – cz. 2. Ubrania

poradnik minimalizm zero waste

Zapraszam do drugiej części poradnika o kupowaniu, czy raczej o braku zakupów. W tym wpisie wspominałam m.in. o problemach z kupowaniem ubrań, dziś postanowiłam to trochę bardziej rozwinąć, ponieważ jest to moim zdaniem jeden z bardziej problematycznych tematów.

Ciężko uchronić się od kupowania nowych ubrań, a przyczyniają się do tego tyrz główne powody:

  1. Zmieniająca się w zasadzie co sezon moda i trendy.
  2. Wszechobecne reklamy zachęcające nas do zakupoów i wmawiające nam, że musimy daną rzecz mieć.
  3. Kiepska jakość ubrań (przede wszystkich damskich).

Kupujemy, bo chcemy dobrze wyglądac, bo chcemy być „na czasie”, wyglądać dobrze (a nasze ubrania szybko się niszczą…), ale tkwiąc w systemie, w który zostaliśmy wciąnięci, tkwimy ciągle w błędnym kole. Poniżej znajdziecie kilka wskazówek, jak z niego wyjść.

1. Zacznij od podstaw

Nie wiem jak Ty, ale mi często zdarzało się, że kupowałam nową rzecz i już na początku nie podobało mi się, jak w niej wyglądam. Przez to kupowałam kolejną i kolejną, ale wcale nie było lepiej. Do czasu aż odkryłam, gdzie jest pies pogrzebany. A chodziło o źle dobraną bieliznę.

Jakoś nigdy nie przywiązywałam specjalnej uwagi do mojej bielizny, bo i po co, przecież jej nie widać? To duży błąd. Odpowiedni stanik sprawi, że nasze ciało będzie bardziej proporcionalne, a piersi ładnie wyeksponowane i podniesione – tak jak powinny być. Wygodne figi dodadzą nam uczucia komfortu i  lekkości, nic nie będzie uwierać ani obcierać. To samo dotyczy rajstop czy skarpetek.

Bradzo ważne jest, aby bielizna była wykonana z naturalnych materiałów, moim zdaniem dotyczy to przede wszystkim fig. Co do stanika – nie bójcie się pójść do lepszego sklepu lub do brafiterki. I nie bójcie się rozmiarów, które mogą się Wam wydawać niewiarygodne.

Wiem, że lepszy stanik sporo kosztuje – nie kupi się go za 30 zł. Ale naprawdę warto. Dla mnie bardzo ważne jest także, żeby staniki nie miały sylikonowych taśm, które mnie bardzo obcierają i odparzają. W tej chwili w mojej szafie znajdują się dwa staniki codzienne, które leżą na mnie jak ulał i dzięki którym ubrania wyglądają na mnie dużo lepiej!

2. Zadbaj o swoje ciało

Zmianiamy ubrania, ponieważ chcemy wyglądać atrakcyjnie. Ale prawda jest taka, że choćbyśmy nosiły ubrania od Prady czy Diora, jeżeli nie będziemy czuć sie dobrze we własnej skórze, nie będziemy czuć się dobrze w nawet najlepszych ubraniach. A jeśli pokochamy siebie, to będziemy czuły się piękne w starej flanelowej koszuli. Więc przede wszystkim zachęcam do tego, żebyśmy przestały być dla siebie bezlitosnymi katami, za każdym razem, gdy patrzymy w lustro. Jeśli coś nam się nie podoba, zamiast krytykować siebie i patrzeć na siebie z nienawiścią, coś z tym zróbmy.

Od dłuższego czasu nie jestem zadowolona ze swojej wagi. Dramatu nie ma i ciągle mieszczę się w swój rozmiar, ale ubrania inaczej na mnie leżą. To nie jestem ja, to nie jest moja sylwetka. Problemy z wagą pojawiły się po tym, kiedy zrezygnowałam z intensywnego sportu (uprawiałam kolarstwo górskie) i ogólnie  moje życie znacząco się zmieniło. Trochę to trwało zanim zrozumiałam, że to nie ubrania na mnie źle leżą, bo są złe, ale moje ciało wygląda inaczej niż jeszcze 2 lata temu. Teraz na szczęście powoli wychodzę na prostą i wracam do swojej sylwetki, do której przywykłam, a moje ubrania, choć stare, coraz bardziej mi się podobają.

Dbanie o ciało to nie tylko waga. To także cera, dłonie czy włosy. Może więc zamiast zapełniać szafę niepotrzebnymi ubraniami, wybierz się do kosmetyczki na zabieg rozjaśniający cerę lub na oczyszczanie albo do fryzjera? Dobrą metodą, którą sama stosuję, jest urządzanie sobie domowego spa. Wybierz sobie dzień w tygoniu, w którym bez problemu znajdziesz dla siebie godzinę czasu – dla mnie jest to najczęściej niedzielny wieczór. Rezerwuję sobie wtedy godzinę, którą spędzam w łazience. Robię sobie peeling załego ciała, na twarz nakładam maseczkę i stosuję specjalne zabiegi zero waste na włosy – podpowiedzi jak to robię znajdziecie tutaj.

3. Zadbaj o swoje rzeczy

O tym wspominałam już w pierwszej części Poradnika, więc teraz krótko, gwoli przyponienia. Zadbane i ładne rzeczy sprawiają, że mamy większą ochotę je nosić. Dbajmy więc o swoje na bieżąco, a będziemy się nim cieszyć przez długi czas. Poniżej kilka punktów, na które warto zwrócić uwagę.

  • staraj się mieć zawsze czyste i wyprasowane ubrania
  • dbaj o czystość butów i galanterii skórzanej
  • przyszywaj brakujące guziki

Można pójść o krok dalej i starać się odmienić swoje rzeczy. Dobrym pomysłem może być wymiana guzików. Przy ubraniach, które kupujemy w sklepach, zwykle przyszyte są tanie plastikowe guziki, które dość często się łamią. Dużo ładniej wyglądają i bardziej trwałe są guziki metalowe lub z masy perłowej. Można też wybrac takie, które podkreślają naszą osobowość, styl lub hobby, np. guziki w kontrastowym kolorze lub z wzorem.

4. Pobaw się ubraniami i dodatkami

Czasem żeby całkowicie zmienić stylizację, nie trzeba duzo pracy. Już podwinięcie rękawów w białej koszuli zmieni charakter stroju. Okrywając się szalem, dodasz elementu przytulności i łatwo się dogrzejesz, a zakładając długie kolczyki, możesz z powodzeniem wybrać się w białej koszuli do teatru czy filharmonii.

Nie zamykaj się więc na to wszystko, co możesz zrobić ze swoim ubraniem. To, że w reklamach biała koszula pokazywana jest jako element stroju biznesowego, nie oznacza, że nie możesz połączyć jej z legginasmi i wybrać się tak do warzywniaka.

5. Znajdź swój styl

Mam świadomość, że nie jest to łatwe zadanie. Sama mam z tym nadal problem, ponieważ podobają mi się skrajnie różne ubrania i kultury. Ale postaraj się nie kupować przypadkowych ubrań. Sprawdź zarartość swoich szaf i zastanów się nad tym, co już masz i czego potrzebujesz. Luty to dobry czas, żeby przygotować swoją szafę na wiosnę. Oceń co należy wymienić, a co – uzupełnić. Można się do tego przygotować w kilku krokach:

  1. Zastanów się nad swoim trybem życia: gdzie pracujesz i czy obowiązuje tam sztywny dress code, jak spędzasz wolny czas, jakie masz obowiązki? Trudno wymagać od mamy 2 dzieci, żeby po pracy biegała po domu w garsonce, ale obowiązki domowe wcale nie muszą oznaczać, że wracając do domu mamy przebierać się w podarty dres. Postaraj się ubierać tak, żeby było Ci wygodnie, ale jednocześnie tak, żeby nie wystdzić się, gdyby do drzwi zadzwonili niespodziewani goście.
  2. Wybierz kolory i wzory, które lubisz. To, że reklamy i media lansują, że najmodniejszym kolorem sezonu jest lawendowy, że onzacza, że obowiązkowo musisz kuić lawendową sukienkę lub koszulę. Kupuj tylko to, w czym Ty będziesz czuć się dobrze, komfortowo i pewnie.
  3. Słuchaj siebie. Nie patrz na rankingi „must have” – nic nie musisz. Jeśli nie lubisz spódnic, nie kupuj spódnicy ołówkowej, bo każda kobieta sukcesu powinna mieć taką w szafie. Lepiej będziesz wyglądała w ulubionych spodniach, w których czujesz się swobodnie i pewna siebie.

Po tym wszystkim zachęcam Cię do przeprowadzenia małego eksperymentu, który sama wykonałam na sobie jakiś rok temu. Przez co najmniej tydzień ubieraj się tak samo. Wybierz sój ulubiony zestaw i zakładaj go codziennie do pracy/domu/na spotkania. Jeśli wybierasz coś, co trzeba codziennie przeprać, pomogą Ci w tym szybkie programy w pralce, gdzie można ustawić pranie na klika minut, na odświeżanie. Jest to dość ekonmiczne i ekologiczne. Możesz także wybrać pranie ręczne, ale przyda się wówczas wirowanie w pralce, żeby pranie miało szansę wyschnąć do rana.

W eksperymencie możesz bawić się fryzurą, maijażem, dodawać lub odejmować dodatki. Po tygodniu zapytaj znajmoych co sądzą o Twoich strojach z tego tygodnia. Gwarantuję, że 9/10 osób nie zwróci uwagi na to w czym chodzisz do pracy. Kiedy przeprowadzałam ten eksperymet z mojego otoczenia zauważyły to tylko dwie osoby: mój mąż (który jednak nic nie powiedział w trakcie trwania eksperymentu, ponieważ domyślał się, że coś kombinuję 😉 ) oraz przyjaciółka z pracy (która również nic nie skomentowała). Jeśli mi nie wierzycie, pomyślcie co w zeszłym tygodniu nosili Twoi współpracownicy, najbliżsi a nawet Ty sama – jestem przekonana, że nie wymienisz wszystkich ubrań dzień po dniu.

 

 

Reklamy

Bambusowe szczoteczki do zębów

szczoteczki_1 zero waste

Jak często wymieniacie szczoteczki do zębów? Raz na miesiąc, raz na 3 miesiące czy może raz na pół roku? Jednak bez względu na to, chciałabym Was zachęcić do tego, żebyście następnym razem pomysleli o zakupie bambusowych szczoteczek do zębów 🙂

szczoteczki_do zębów zero waste

Gdzie można kupić bambusowe szczoteczki do zębów?

Nie widziałam, żeby takie szczoteczki do zębów były dostępne w popularnych drogeriach, co nie oznacza, że są one nie do zdobycia. Najłatwiej jest zakupić je przez internet, nawet na populatnym Allegro czy w Drogerii Ekologicznej.

Z powidzeniem jednak możecie kupić je stacjonarnie – ja kupuję w Helfy we Wrocławiu, na ul. Św. Mikołaja. Cena takiej szczoteczki waha się mniej więcej w przedziale 12-14 zł.

Do wyboru są różne stopnie miękkości, co dzięki kolorowym włosom lub kolorom na dole szczoteczki jest łatwe do sprawdzenia, co ma znaczenie, kiedy z łazienki korzysta więcej niż jedna osoba.

Na powyższym zdjęciu widzicie szczoteczkę naturalną o średniej twardości, oraz czarną – twardą.

Co z trwałością bambusowych szczoteczek do zębów?

Wszystko zależy oczywiście od tego, z jaką mocą korzystacie ze szczoteczki. Ja wymieniam zdecydowanie rzadziej niż Lupus – średnio raz na pół roku, podczas kiedy on – raz na dwa miesiące. Szczoteczka naturalna, którą widzicie na zdjęciu, jest używana od 3 miesiący i uważam, że jej stan jest wciąż całkiem dobry.

Jedyne co można by policzyć jako minus – choć mi osobiście to nie przeszkadza – jest fakt, że pod wpływem wody szczoteczka może „spuchnąć”, mam wrażenie, że robi się trochę napęczniała, a tym samym i większa niż pierwotnie.

Bambusowa szczoteczka do zębów jest więc trwała i dobra do użytku, jednak – w odróżnieniu od plastikowych szczoteczek – nadaje sie do kmpostowania, co oznacza, że jest zdecydowanie mniej trwała niż zwykła szczoteczka. Ale chyba właśnie o to nam chodzi 😉

Szczoteczki bambusowe są więc zdecydowanie bardziej zero waste niż szczoteczki plastikowe. Dodatkowo bambus jest rośliną, która szybko rośnie i łatwo się ją odnawia, co jest dodatkowym plusem. Dochodzą wprawdzie takie śmieci, jak kartonikowe pudełko, w którym znajduje się szczoteczka, oraz cienka folijka, którą jest owinięta sama szczoteczka. Ale co by nie mówić – to nadal o wiele mniej śmieci, szczególnie plastiku, niż przy zakupie zwykłej, plastikowej szczoteczki do zębów.

Kanapki zero waste z pastą z awokado

pasta z awokado zero waste

Zakupy spożywcze mogą sprawić problemy. W większość sklepów produkty spożywcze zapakowane są w plastik lub w folię. Rozwiązaniem są moim zdaniem zakupy w małych sklepikach lokalnych, w których warzywa czy owoce nie są opakowane, a do tego – dzięki bezpośredniemu kontaktowi ze sprzedawcą – można poprosić, żeby zapakował zakupy do naszych toreb i pojemników. Dzięki temu takie kanapki są zero waste.

pasta z awokado zero waste

pasta z awokado zero wastepasta z awokado zero waste

pasta z awokado zero waste

Poniższa lista składników przedstawia produkty, które kupiłam luzem, do własnych toreb i pojemników.

Składniki:

  • 1 dojrzałe awokado
  • plasterek cytryny
  • 2 kromki chleba
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • ogórek
  • papryka czerwona
  • szczypior
  • pieprz cayenne

Wykonanie:

Awokado przekroić na pół i wyjąć miążśz. Przełożyć do do niedużej miseczki i skropić sokiem wyciśniętym z plasterka cytryny, dzięki temu zachowa ono piękny zielony kolor. Dodać szczyptę pieprzu cayenne i rozgnieść widelcem, aż powstanie pasta.

Ugotowane jajka obrać ze skorupki i pokroić w plastry. Pokroić w plasterki także kawałek ogórka, kawałek papryki w paseczki, a szczypior drobno posiekać. Ułożyć plastry jajka i ogórka na kanapkach z pastą, posypać szczypiorkiem i udekorować papryką.

Smacznego!

 

Jak nie kupować? Poradnik – cz.1

W styczniu zapisywałam na co wydaliśmy pieniądze. To mi uświadomiło jak często wydajemy je pod wpływem impulsu lub z powodu złej organizacji naszego życia.

Przykład? Lubię leżeć w łóżku jeszcze 10-15 min po tym jak zadzwoni budzik. Takie leżenie jest przyjemne, ale sprawia, że brakuje mi czasu na przygotowanie jedzenia do pracy. To z koleji sprawia, że kupujemy coś po drodze lub zamawiamy do pracy. A to kosztuje nas dodatkowo ok. 100-150 zł tygodniowo! Plus śmieci, które z tego zostają – na szczęście papier, nie plastik, ale wciąż są to niepotrzebne śmieci, których moglibyśmy uniknąć z łatwością. Dlatego dziś przedstawię Wam 3 pomysły na to jak przestać kupować.

 

  1. Planuj

Planowanie jest jednym z podsrawowych sposobów, żeby zaoszczędzić pieniądze. Warto trzymać się swoich list, nawet jeżeli sklepy kuszą promocjami. Takie zakupy to tylko pozorna oszczędność. Po pierwsze dlatego, że często dajemy skusić się na rzeczy, których nie chcemy, nie lubimy lub nie są nam potrzebne, kupujemy ich dodatkowo więcej, bo przecież promocja. W efekcie nie sprawdzamy etykiet, daty przydatności lub po prostu nie używamy tego co kupiliśmy, w efekcie czego to wyrzucamy. Czyli tak, jakbysmy wyrzucili nasze pieniądze.

Inna kwestia jest taka, że sklepy często stosują nieetyczne praktyki i zmieniają ceny „na niby”. To znaczy, że po prostu informują nas, że jest promocja. Ale kto z nas wie jaka była pierwotna cena? A nierzadko była taka sama jak przed promocją. To częsta praktyka przede wszystkim sklepów ze skprzętem elektornicznym.

 

minimzalizm biała koszula

To samo dotyczy innych zakupów. Wydaje mi się, że zmorą naszych czasów są ubrania. Co sezon nowe trendy oraz kiepskiej jakości ubrania, które rozpadają się po dwóch praniach, ale które wciaż kupujemy, bo kosztowały tulko 19,90 lub 59,90 lub 79,90 czy 119,90 zł. Po czym otwieramy szafę, która pęka w szwach, ale nie mamy co na siebie założyć, bo to się zbiegło, tamto zmechaciło, a w tym przekszywiły się szwy. Dlatego pierwsze co to doradzam zbadanie swojej szafy. Wszystko co zniszczone i nienadające się do uzytku można przerobić na ściereczki lub woreczki na zakupy. To co nie pasuje, a wciąż jest w dobrym stanie można oddać znajomym, sprzedać lub oddać do kontenera. To samo dotyczy rzeczy, których się nie lubi.

Znajdą się w szafach jednak i takie rzeczy, z którymi żal się rozstać, ale ich nie nosimy. I nie pamiętamy dlaczego. Przyjrzyjmy się im z bliska i przygotujmy do noszenia. I nośmy przez kolejne 2 tygodnie (nie mówię, że codziennie, ale przynajmniej trzy razy w jednym tygodniu). To pozwoli ustalić dlaczego ta konkretna sukienka czy koszula wisi w szafie – być może okaże się niewygodna, za ciasna, a może po prostu źle się w niej czujesz. Może być też tak, że stanie się jedną z Twoich ulubionych rzeczy.

Ja taki problem miałam z białą koszulą. Kupiłą ją trzy lata temu, kiedy zmieniałam pracę i potrzebowałam białej koszuli na rozmowy kwalifikacyjne. Kosztowała sporo, bo ok. 300 zł, ale postawiłam na jakość, dzięki temu wciąż wygląda świetnie. Przez długi czas kojarzyła mi się tylko z rozmowami kwalifikacyjnymi lub oficjalnymi okazjami, dlatego przez większość czasu wisiała w szafie nieużywana. Rok temu chciałam się jej pozbyć, no bo po co mi rzecz, na którą tylko się patrzę? Ale postanowiłam wcześniej ot tak załozyć ją do pracy. Ale założyłam ją inaczej niż zwykle – wpuściłam w podnie i podwinęłam rękawy. I poczułam się świetnie! Teraz jest to jedna z rzeczy, którą noszę tak często jak to możliwe!

W ograniczeniu zakupów ubrań i akcesorów pomoże też dbanie o rzeczy. Więcej na ten temat pisałam w tekście Sztuka naprawiania rzeczy.

Po zbadaniu swojej szafy i naprawieniu rzeczy, zrób listę ubrań, które potrzebujesz i/lub o których marzysz. I trzymaj się jej. Być może marzy Ci się jedwabna bluzka lub kaszmirowy sweter. Są to jednak rzeczy, które kosztują sporo. Ale jeżeli nie wydawałbyś co miesiąc 100 zł na ubrania, które rozpadną się po miesiącu, po 3-5 miesiącach mógłbyś kupić jedną rzecz, która posłuży Ci lata. To oznacza może, że rocznie kupisz 3 sztuki ubrań, ale będa to w końcu ubrania Twoich marzeń.

 

2. Wykorzystaj to co masz

doniczka zero waste

Często w naszych szafach i na półkach zalegają rzeczy, które do niczego się nie przydają, nie korzystamy z nich, ale ich nie wyrzucamy, ponieważ to prezent lub pamiątka. Przykładem może być kokilka na powyższym zdjęciu – to preznt od mojej teściowej. Może gdybym miała więcej takich kokilek, to nawet bym z nich korzystała, ale jedna do niczego mi nie pasowała i się nie przydawała. Dlatego znalazłam dla niej inne zastosowanie i teraz pełni rolę ładnej, prostej doniczki 🙂

Wykorzystywanie tego, co się posiada, to dobry sposób na życie zero waste. I pozwala uniknąć pułapek, jakie niesie za sobą początek drogi zero waste. Te pułapki to kupowanie rzeczy, o których wszyscy mówią, że trzeba mieć, żeby żyć zero waste: szklane lub stalowe pojemniki na jedzenie (przez co wyrzuca sie plastikowe, które już w są w domu), stalowe lub szklane butelki, siatki na zakupy, woreczki. A przecież życie zero waste ma prowadzić do tego, żeby nie wyrzucać. Dlatego ja wciaż korzystam z moich plastikowych pojemników na jedzenie – nowe, lepsze, szklane lub stalowe kupię wówczas, kiedy uznam, że brakuje mi pojemników, potrzebny jest mi kolejny, lub kiedy moje plastikowe się zniszką i będą się nadawały tylko do kosza. W planach na ten rok mam zakup stalowych butelek termicznych na wodę. Mamy termos, ale to dla nas za mało, zwłaszcza kiedy wybieramy się w góry. Niektórzy używają szklanych butelek po sokach, ale ja po prostu nie kupuję soków, w ogóle ich nie piję.

Jeżeli masz w domu przedmioty, które wydają się sprzeczne z ideą zero waste, spójrz na nie (i na siebie) bardziej życzliwym okiem. Nie wyrzucaj rzeczy, które są nowe. Postaraj się znaleźć dla nich inne zastosowanie lub po prostu wykorzystaj zgodnie z przeznaczeniem, a dopiero, kiedy będziesz potrzebować nowych, wybierz i kup takie, które będą się zgadzać z Twoją zyciową filozofią.

 

3. Zrezygnuj z newsletterów

olejek zero waste

Podczas zakupów internetowych często zapisujemy się do newsletterów, które kuszą nas promocjami czy zniżkami dla subskybentów. A tymczasem to nic innego jak kolejny chwyt marketingowy, który ma na celu zachęcić nas do zakupów.

Newslettery mają to do siebie, że mają za zadanie wzbudzić w nas potrzebę posiadania. Zwalniają nas też z obowiązku samodzielnych poszukiwań i myślenia. A kto zna Cię lepiej niż Ty sam?

Dobrym przykładem jest moim zdaniem świat kosmetyków. Rekamy i sklepy wybierają za nas najlepsze kremy do twarzy, płyny micelarne, żele, szampony, pasty do włosów i do zębów. Ale czy na pewno doradzają dobrze? Polecam spędzić trochę czasu na odkrywanu składów kosmetyków, które wsmarowujemy w skórę, największy organ naszeo ciała. Już abstarhując od tego, że nie są one zero waste – zwykle są zapakowane w plastik. Ich skład  może być po prostu dla nas niebezpieczny, może powodować alergie, podrażnienia, a nawet choroby.

Zamiast więc dawać się złapać na kolejne chwyty marketinowe, pomyśl jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie? Jeżeli odpowiada Ci obecny styl życia – ok. Ale może zauważasz, że mimo ciągłego kupowania nowych produktów, Twoje włosy ciągle są suche jak siano, a na twarzy stale pojawiają się wypryski, mimo że dawno już nie jesteteś nastolatkiem?

Jako posiadaczka cery problematycznej, spędziłam najpierw wiele lat u dermatologów, stosując naprawdę cieżkie leki, nie osiągając żadnych efektów. Kilka lat temu zerzygnowałam ze wszystkiego. Sama zaczęłam szukać informacji, studiować – choć nie oficjalnie na wyższej uczelni, aż sama wyleczyłam swoją cerę stosując odpowiednią dietę, aktwość fizyczną oraz naturalne kosmetyki. Podstawą dla mnie jest olej migdałowy, którego używam do demakijarzu oraz do nawilżania twarzy. Żaden krem czy żel, ktróe rekalmowane są przez sklepy i marki, nie pomagał mi tak dobrze. Dlatego wszystko wolę wybierać sama.

 

To pierwsza część poradnika, niebawem pojawi się częśc druga. A co Wy myślicie o zminimalizowaniu zakupów? Macie jakieś swoje sposoby lub porady?

Codzienna pielęgnacja cery zero waste

W dzisiejszym wpisie chcę podzielić się z Wami moimi sposobami na codzinną pielęgnację cery. Z góry zaznaczam, że nie jestem lekarzem, a moje sposoby sprawdzają się u mnie. Od kilku lat samodzielnie uczę się o swojej cerze, jej problemach i naturalnych sposobach na to, aby jej pomóc.

 

Poznaj swoją skórę

Skóra jest naszym największym organem. Często o tym zapominamy i nie zdajemy sobie sprawy, że przez nią do naszego organizmu dostają się szkodliwe substancje – z jednej strony skóra nas chroni, ale z drugiej my sami możemy jej w tym skutecznie przeszkadzać. Użwyając niebezpiecznych kosmetyków sami przyczyniamy się do tego, że do naszego organizmu wnikają toksyczne związki.

Skóra także pomga nam zrozumieć co dzieje się w naszym orgaaniźmie. Jeśli macie problematyczną skórę twarzy, polecam poszukać w internecie mapy skóry. Dzieki niej być może odkryjecie co złego dzieje się w waszym organiźmie.

Mam lat 30+, a ciągle czuję się jak nastolatka. No prawie, bo pod oczami mam więcej zmarszczek. Jednak moja cera ciągle sprawia mi problemy, mimo 15 lat leczenia u dermatologów, zażywania takich leków jak Tetralysal, a nawet Izotetryna, czy całe lata smarowania twarzy Epiduo. NIC nie pomogło.

Kilka lat temu zafascyniowałam się olejami, bo nie dość, że ludzie chwalą, to jeszcze naturalne i zero waste. Ale tu znowu czekał mnie zawód – po kilku miesiącach moja cera jeszcze bardziej się pogorszyła. Dlaczego? Ponieważ nie wiedziałam jaką mam cerę. Teraz już wiem i wiem też, że wybierałam niewłaściwe oleje.

 

Przez żołądek do… pięknej cery

Nasłuchałam się wiele na temat tego co można jeść, czego nie, odstawialam kakako, odstawiałam musztardę, odstawiałam nabiał, odstawiałam mięso. Nie widziałam różnicy. Przez lata nic nie zwróciło mojej uwagi na cukier, którego w mojej diecie zawsze było sporo. Nie mam problemów ani z nadwagą, ani z niedowagą. Mamy zwyczajną, szczupłą sylwetkę. A że cukier lubię, to go zawsze jadłam. Starałam sie przy tym odżywiać zdrowo, więc piłam sok, bo to zdrowe, kupowałam zdrowe jogurty (koniecznie w szkle – zero waste), poszukiwałam też czekolad zero waste.

Aż odkryłam, że cukier jest wszedzie i przyjuję go w ilościach przerażających! Zrezygnowałam z cukru trochę ponad dwa tygodnie temu i sama nie wierzę w to, co dzieje się z moją cerą! Tak się też akurat złożyło, że dwa tygodnie wcześniej zmieniłam swój sposób pielęgnacji skóry, zainspirowana pielęgnacją w dawnej Japonii. Efekty sa takie, że nigdy wcześniej nie miałam tak ładnej cery! Warto, żeby zmiana diety (ograniczenie cukru) szła w parze ze znalezieniem swojego sposobu na pielęcnację skóry. Moja wygląda tak samo rano i wieczorem.

Krok 1. Oczyszczenie olejkiem

Do oczyszczania i demakijażu twarzy używam olejku migdałowego. Jest to olejek, który zawiera niwielką ilość kwasu linolowego, dzięki czemu nie zatyka on porów. Jeśli macie problemy ze cerą, warto wybierać olejki, których zawartośc kwasu linolowego jest jak najniższa. Te z jego wysoką zwartością, jak np. olej kokosowy, sprawdzą się, ale u osób z cerą suchą.

Jak stosuję olejek?

  • Na dłoń wylewam kilka kropel olejku.
  • Olejek rozsamrowuję palcami i wcieram w twarz.
  • Palce mogę w letniej wodzie, a następnie masuję nimi wczesniej naolejowaną twarz. Masuję Przez ok. minutę, w razie potrzeby dodając odrobinę wody.
  • Spłukuję twarz letnią wodą.
  • Osuszam twarz miekkim ręcznikiem przeznaczonym wyłącznie do twarzy.

Ten krok czasem pomijam rano i moją pielęgnację zaczynam od razu od kroku 2.

Krok 2: Peeling mąką ryżową

Następnie na dłoń wsypuję ok. pół łyżeczki mąki ryżowej i mieszam ją z dosłownie kilkoma kroplami letniej wody, tak aż powstanie biała emulsja. Wszystko to robię od razu w dłoniach i kiedy emulsja jest gotowa, masuję nią twarz – nie jakoś szczególnie mocno – przez ok. pół minuty. Następnie płuczę twarz letnią wodą i osuszam moim ręcznikiem do twarzy. Robię to codziennie, dwa razy dziennie.

Krok 3: Tonizacja

tonik zero waste

Nie kupuję gotowych toników w drogeriach, ponieważ większośc z nich ma składniki, które bardziej szkodzą niż pomagają. A chyba wszstkie mi znane są zapakowane w plastik, więc rozumiecie. Tonik robię sama. Nalewam go na dłoń i chlustam sobie nim w twarz. Można też nalać tonik na płatek kosmetyczny wielokrotengo użytku i przetrzeć nim twarz. To szczególnie pomaga mi rano, kiedy taki zimny patek kłade na jeszcze zaspane powieki.

Tonik robię sama, co tydzień, ponieważ nie powinno się go używac dłużej niż tydzień. Przechowuje go w lodówce. Jak możecie go zrobić?

Tonik z zielonej herbaty

– 200 ml zaparzonej zielonek herbaty
– łyzka octu jabłkowego
– 10 kropel olejku lawendowego
– 10 kropel olejku z drzewa herbacianego

Wszystkie sładniki nalezy razem wymieszać. Używac przez tydzień, przechowywać w lodówce. Wstrząsnąć lekko przed każdym użyciem.

Krok 4: Nawilżanie

krem zero waste

Na koniec oczywiście krem. Moim najnowszym odkryciem jest krem z Miodowej Mydlarnii. Jest dość tłusty, zawiera wyłącznie naturalne zkładnki, jest zapakowany w szklany słoiczek z metalową pokrywką, a do tego jest ekstremalnie wydajny.

Cały ten spsosób pielęgnacji cer zajmuje mi ok. 3-5 min, rano raczej trochę więcej, ponieważ jestem wtedy trochę zaspana i wszystko robię wolniej.

Dla zdrowia cery, ale i całego organizmu, warto takrze zwiększyć swoją aktywność fizyczną. Nie musi być często, chociaż dwa razy w tygodniu. Ja także zdecydowałam się więcej chodzić na co dzień. Dla zdrowia powinniśmy przejść dziennie ok. 9 tys kroków. Jeśli potrzebujecie motywacji, możecie kupić sobie krokpmierz lub zainstalować taką aplikację na swoim telefonie – całkiem motywująca aplikacja!

 

Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania!

Jedno ze znanych skandynawskich powiedzeń brzmi mniej więcej, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Co to oznacza i po co komu takie przysłowe? Skandynawowie to ludzie, którzy lubią aktywność fizyczną. Najlepszym dowodem na to może być bardzo rozwinięta u nich kultura rowerowa. Ludzie jeżdża rowerami do pracy, na studia, rodzice odwożą dzieci do szkły na rowerach w specjalnych wagonikach czy przyczepkach, a na duże zakupy jeżdżą rowerami „towarowywmi” z dużymi skrzyniami.

Mimo że nadeszła jesień i od kilku dni temperatura spadła (w końcu…) poniżej 20 stopni, wciąż możemy cieszyć się spacerami, wycieczkami, wędrówkami. Wystarczy się tylko odpowiednio przygotować. Warto też postarać się to, aby taka wycieczka była zero waste.

 

Planowanie to podstawa

Mam taki zwyczaj, że codziennie wieczorem przygotowuję się na następny dzień. Zaczynam od tego, że sprawdzam prognozę pogody na jutro. I pod to wybieram sobie ubranie – jeśli nie jest wyprasowane, to je prasuję. Przygotowuję też sobie (lub przynajmniej planuję) śniadanie i wszystko, co będzie mi potrzebne. Jeśli jest to zwykły dzień pracy, pozwala mi to rano uniknąć zamieszania, co jest dla mnie szczególnie ważne, ponieważ wstaję koło 5 rano.

Dziś jednak skoncentruję się na dniach wolnych, które lubię spędzić wśróð przyrody. Tak jak zwykle zaczynam od zaplanowania, co opieram w dużym stopniu na prognozie pogody.

 

1. Wybór ubrania.

Dla mnie najlepsze są materiały naturalne: bawełna, len, a zimą – wełna (nie mylić z akrylem ;p ). Jesienią i zimą bardzo ważne są dla mnie, w szczególności na dłuższe wędrówki:

  • ciepłe skarpety (+ jeśli wybieram się na kilka godzin, zapasowa para skarpet na wypadek przmoknięcia)
  • szalik – tak już mam, że kiedy mam ciepło w szyję, to ogólnie jest mi ciepło; na wycieczkach dobrze sprawdzają się tzw. kominy
  • rękawiczki – sprawdzą się szczególnie w górach, im wyżej, tym chłodniej
  • czapka lub opaska – choć lubię wiatr we włosach, to jednak zapalenie ucha do najprzyjemniejszych nie należy, wolę więc zapobiegać niż leczyć.

W razie gdyby po dordze zrobiło mi się za ciepło, można coś z siebie zdjąć i założyć w razie potrzeby.

 

2. Akcesoria

zero waste

Bez względu na porę roku oraz na to, czy jadę do pracy, czy na wycieczkę, bardzo ważne jest dla mnie mieć przy sobie kilka najważniejszych akcesorów:

  • stalowy termos – termos Tatonki kupiłam ok. 5 lat temu i ciągle świetnie się sprawuje, idealnie sprawdza się jesienią i zimą, kiedy mam ochotę na ciepłą herbatę, jak i wiosną i latem, kiedy marzę o zimnej wodzie
  • duże ściereczki – to dla mnie sposób na pakowanie jedzenia; kanapka bez problemu wytrewa kilka godzin, bez ryzyka wyschnięcia
  • małe serwetki/chusteczki – przydatne, kiedy trzeba wytrzeć ręce
  • siateczka na przkąskę – to dość ważny punkt, szczególnie, kiedy wybieramy się tylko na krótki spracer lub niedalelką wycieczkę rowerową; kila lat temu na własnej skórze przekonałam się, jak ważne jest mieć przy sobie coś do zjedzenia – była chłodna listopadowa sobota, kiedy wybrałam się na wycieczkę rowerową po szybkim śniadaniu; po przejechaniu 20 km w deszczu dotarło do mnie, że znjadałam za mało – nagle opadłam z sił; aby wrócić do domu miałam do pokonania 20 km przez las; dotrałam… po 3,5 godziny! po drodze miałam ochotę położyć się w jakimś rowie i umrzeć 😉 trochę oczywiście przesadzam, ale podręczna przekąska może uratować nam życie albo sprawdć, że oprzemy się pokusie kupienia batonika, który oczywiście jest opakowany w plastik.
zero waste orzechy
Orzechy – najlpesza przekąska zero waste!

3. Dodatki

W zależności od tego, jakie mamy plany, warto pomysleć o dodatkach, które umilą nam czas:

  • koc – jeśli chcemy spędzić na powietrzu więcej czasu po prostu siedząc i podziwiając przyrodę, koc może się przydać, szczególnie jesienią i zimą
  • gry – to fajny sposób na uprzyemnienie sobie nawet zwykłego spaceru do parku, zwłaszcza jeśli wybieramy się z kimś; wybierać możemy od takich gier jak badminton, poprzez boule, a kończąc na grze w karty
  • aparat na zdjęcia – jeśli lubicie robić zdjęcia lub chcecie zachować na pamiątkę szczególny widok; ale tutaj warto zachować umiar i cieszyć się też po prostu byciem tu i teraz.

Myślę, że tak przygotowani, jesteśmy gotowi na jesienne spacery zero waste!

Collect moments, not things

„Collect moments, not things” – to moje motto na październik. Ostatnio weszłam w etap planowania – może dlatego, że czeka mnie w życiu kolejna zmiana, a nawet – mała rewolucja. Chyba w końcu dojrzałam do tego, żeby zacząć planować nie tylko to, co mam do załatwienia w danym dniu czy tygodniu, ale też bardziej dalekowzrocznie – plany na najbliższy miesiąc, rok, 2 lata, 10 lat…

Oczywiście wszystko w granicach rozządnego rozsądku, bo spontaniczność jest fajna 🙂

Od kilku lat uważam siebie za minimalistkę. Nie przywiązuję się jakoś szczególnie do rzeczy, dzięki czemu nie miałam większych problemów z tym, żeby się ich pobyć. Może poza jednym wyjątkiem – książki. To zdecydowanie moja słaba strona. Ale z ponad 500 egzemplarzy zeszłam do ok. 30, więc jest dobrze. No i jednak jest w salonie tak lżej, bardziej przewiewnie, niemal czuję jak feng shui krąży i się cieszy.

Im mniej posiadam, tym mniejsza jest moja potrzeba, żeby posiadać. Choć zdarzają mi sie też chwile słabości, np. kolczyki, które po porstu MUSZĘ mieć. Co wtedy? Nic, jeśli mi nie mija – kupuję je. Minimalzam to nie są jakieś kajdany. To mój sposób na oczyszczenie. Ale to nie znaczy, że nie mogę czegoś chcieć czy mieć.

Osobną kwestią jest jeszcze sama estetyka minimalistyczna. Minimalizam kojarzy się bowiem z bielą, ewentualnie szarością, nowoczesnością i awangardą. A ja lubię koszule w kratę czerowną lub zieloną, lubię drewno i ciepłe otulające materiały, wełniane koce i duże kubki, z których mogę pić kakao. Ale lubię też prostotę – nie jestem fanką mimo wszystko stylu rustykalnego, nie lubię przeładowania. Tak czy siak, patrząc na mnie, jak się ubieram, raczej nikt by nie powiedział, że jestem minimalistką. To nic 😉

Mam gdzieś w głowie pomysły na wpisy o minimalizmie, o rzeczach które posiadam i dlaczego akurat te, czy mi czegoś brakuje, czy może nie. Bo minimalizm to jest świetna sprawa. Też dlatego, że to prosta droga do eksperientalizmu.

Tak szczerze to trochę mnie bawi, że wszystko musi mieć dziś nazwę. Ale ok, nie czepiam się. Czym jest eksperientalizm? To zdobywanie doświadczeń. To moga być całkiem różne doświadczenia! Niektóre można mieć całkiem za darmo lub za nieduże pieniądze, inne są droższe, ale kupując mniej, można sobie na nie pozwolić. We wrześniu do moich doświadczń, zebranych momentów mogę zaliczyć:

  • wizytę w centrum kultury Zamek we Wrocławiu na wystawie „Miecze średniowiecznej Europy” (koszt: 10 zł/osobę za bilet + 6,80 zł za dwa bilety tramwajowe)
  • pływanie kajakiem po stawach (koszt 5 zł/1,5 godziny – tyle nam wystarczyło)
  • wyjście na misasto na obiad (koszt 75 zł/2 osoby)
  • oglądanie zachodów słońca na balkonie (prawie codziennie, koszt: 0 zł)
  • odwiedziny u babci Lupusa (koszt 50 zł za dojazd + 20 zł za kwiaty)
  • zbieranie kasztanów (koszt: 0 zł, można też na tym zarobić, ponieważ leśnictwo oferuje 0,90 zł za kg kasztanów lub wykorzystać je do prania, zrobienia mydła czy szamponu do włosów)
  • spacer po parku i robienie zdjęć (koszt: 0 zł)
  • czytanie książek wypożyczonych z biblioteki (koszt: 0 zł)

Mogę jeszcze sporo dopisać na tej liście 🙂 Ogólnei bardzo lubię doświadczenia związane z odkrywaniem nowych rzeczy, miejsc, próbowaniem nowych smaków, więc bardzo cieszą mnie wycieczki, czytanie i jedzenie. Takie proste rzeczy są dla mnie najlepsze! ❤